Wiosna nasza

Kiedy po raz enty słyszę pytanie „kiedy pani napisze o tym książkę?”, kiedy dzwoni kolejny telefon z propozycją napisania książki o szołbiznesie, człowiek najpierw się wkurza, lekko zamyśla, bo jest leniwy z natury, a następnie podejmuje decyzję. Zgodnie z zasadą „Jak nie teraz, to kiedy? Jak nie ja, to kto?”, bierze sprawy w swoje ręce. I pisze.

Ten wpis będzie krótki. Na wiosnę na świat w wydawnictwie The Facto wyjdzie moja książka. Pierwsza. Nie wiem, czy ostatnia. Miałam ostatnio do wyboru - zacząć strzelać albo zacząć pisać. Strzelanie, szczególnie do istot żywych i bezbronnych, grozi zamknięciem w ciemnym pomieszczeniu za kratami, a ja zawsze, jako obrzydliwy hedonista, lubiłam rzeczy zdecydowanie przyjemne i miłe. A więc wybrałam pisanie. Już tak od paru tygodni…


Będzie dokładnie tak, jak chcę, czyli na razie nic więcej nie ujawniam. Mam nadzieję, że będzie bardzo zabawnie. Inaczej. Niektórzy będą baaardzo zaskoczeni. A inni padną trupem. Cóż, taka karma. Bez cenzury, konformizmu, jakichkolwiek nacisków, rad dobrych wujków i ciotek-klotek. To będzie test na inteligencję, ironię, poczucie humoru i dystans. Chyba nawet już wiem, kto zda. Ci, którzy wiedzą, co to będzie, a jest ich zaledwie kilku i do wiosny tak zostanie, mówią jedno; „to będzie jazda, bo to musi być jazda, bo to jesteś cała Ty”.

Jako dowód na to, że praca wre, załączam zdjęcie z lokowanym jako produkt kotem, który stanowczo odmówił udania się w inne miejsce i pooranym przez kota biurkiem oraz komputerem, specjalnie bez otwartego edytora (przecież nie jestem aż tak walnięta, żeby ujawniać, co piszę), tudzież napojem - odkąd dowiedziałam się, że Michał Urbaniak pije to samo, również w ilościach hurtowych i najchętniej z cytrynką, sama uznałam, że to nie wstyd przyznać się do tej słabości…


Aby do wiosny, proszę państwa;-)
ZOBACZ TAKŻE:
WIĘCEJ NA TEMAT:
Książki
Skomentuj